Przyszłość ma odcień blondu – czyli czy wróżka prawdę Ci powie?

Kilka dni temu dowiedziałam się, że zmarła Dziadiana Solska. Każdy Krakus wie dokładnie, że była najbardziej znaną, krakowską wróżką, która w malutkiej wnęce Sukiennic przepowiadała licznie przyszłość. Przyznam szczerze, że zawsze chciałam wejść do tego magicznego kąta i dowiedzieć się czegoś na swój temat, ale Dzidianę traktowałam raczej jak świetną biznesmenkę, niż wróżkę o magicznych zdolnościach. Przy okazji tej wiadomości przypomniała mi się jednak moja pierwsza i jedyna wizyta u wróżki. Pamiętam, że przeszukałam cały Internet w poszukiwaniu tej „najlepszej”, takiej co to nie oszuka, tylko prawdę Ci powie…

 

Byłam raczej typową klientką. Większość z nich to kobiety o złamanym sercu, raczej nieszczęśliwe, które w magiczny sposób chcą zmienić swoje życie, albo chociaż usłyszeć, że wszystko będzie wspaniale. Jutro obudzą się w ramionach ukochanego, zostaną dyrektorami wielkich firm i resztę życia spędzą na Karaibach. Jedyne, co mnie różniło, to fakt, że traktowałam to bardzo na luzie. Szukałam bardziej jakiejś wskazówki, co zrobić dalej ze swoim życiem, niż zapewnień, że będzie wspaniale.

 

Kiedy jednak weszłam do pomieszczenia, w którym miałam zaraz uczestniczyć w „magicznym akcie”, opadło mi wszystko. Drzwi otworzyła kobieta w średnim wieku z fryzurą od najgorszego stylisty w mieście. W stroju wróżki, czyli kolorowych koszulach, długiej spódnicy i kilogramie biżuterii wyglądała raczej komicznie, niż magicznie. Salon zwykłego, przeciętnego domu na wsi wyglądał jak pobojowisko. Wszędzie ubrania, jakieś niepotrzebne meble, KURZ. A w tym wszystkim poustawiane karty, kule, jakieś pałeczki, odstraszacze snu…. czego tam nie było – istna abstrakcja.

 

Zdałam sobie sprawę, że to zwykła kobieta, czyjaś mama, pewnie i babcia. A ja głupia, naiwna przychodzę tu i chcę, żeby właśnie ona, właśnie TA kobieta powiedziała mi, co dalej. Na dodatek jeszcze jej za to płacę! Niemało…

 

I wtedy w trakcie tasowania na ziemię spadła karta. Schyliła się po nią, popatrzyła na mnie i rzecze…

 

– Łzy… straszne łzy… było dużo łez

I czeka… czeka, aż jej przytaknę. A ja nic, grób.

– To karta łez. Może jakaś żałoba…

I tu już nie wytrzymałam.

– Żałoba to nie, ale właściwie możnaby tak to było nazwać.

No i śmieję się, bo czuję się właśnie jak totalna kretynka.

 

Ale ona tasuje te karty z powagą, układa i mówi dalej…

 

– Bedą w Pani życiu mężczyźni. Będą się wokół Pani kręcić, ojjjj będą. Ale Pani żadnego z nich nie pokocha. Jeszcze nie.

 

No tutaj Ameryki nie odkryła, myślę. Kobieta po rozstaniu raczej unika mężczyzn, za to mężczyźni od razu radarem wyczują taką poranioną sarnę – łatwa zdobycz. Ponieważ przyszłam ze złamanym sercem, a ta mi gada o innych facetach pytam zatem…

 

– A tamten facet? Co tam Pani widzi?!

– Nigdy się już nie spotkacie.  Nie widać go w ogóle w kartach. Los Was rozdzielił na zawsze.

 

No świetnie. Nie po to tu przyszłam! Kobieta po rozstaniu chce usłyszeć, że on ją jednak w głębi serca kocha, że się ułoży i zapłaci za to każde pieniądze. Moja wróżka była jednak w tej kwestii nieugięta.

 

– Ale widzę koło Pani blondyna… Tak, to będzie blondyn. I to będzie bardzo ważny mężczyzna w Pani życiu.

– Hahahhahahahahahahah… Proszę Pani ja to nigdy żadnego blondyna nie miałam i mieć nie będę! Tylko bruneci.

– To napewno będzie blondyn, może ciemniejszy, ale blondyn.

– Nie ma szans!

 

Dialogi z wróżką są o tyle śmieszne, że każde zaprzeczenie wybija ją trochęz rytmu. Wróżki zadają dużo pytań, patrzą na naszą mimikę twarzy, czekają na potwierdzenie „swojej tezy”. Ja starałam się zachować pokerową twarz, ale kiedy usłyszałam hasło blondyn, to naprawdę zrobiło mi się żal tej stówki, którą miałam jej zaraz zostawić.

 

 

I wtedy moja Wróżka zaczęła się rozkręcać. Jakby chciała mi udowodnić, że dobrze wie, co mówi! Zaczęła więc mówić o tym, co teraz, a nie kiedyś. Tym samym nakreśliła całą moją sytuację rodzinną wraz z charakterem i relacjami osób w rodzinie. Dokładnie opowiedziała, z jakimi problemami zawodowymi się aktualnie borykam. Potrafiła przytoczyć szczegóły z mojego życia, a nawet przeszłości, o której wiedziałam tylko ja i moi bliscy. Tutaj (przyznam) szczęka mi trochę opadła i zaczęłam słuchać, a przestałam się głupkowato śmiać.

 

Nie wróżyła mi wielkich rewelacji, jakich się spodziewałam usłyszeć. Moja przyszłość zarysowana talią kart wydawała się całkiem realna i możliwa do spełnienia. Choć ja zapamiętałam tylko tego blondyna, otwarcie własnej firmy, problemy z szefową  i śmierć członka rodziny.

 

Wychodząc miałam mieszane uczucia. Dość szybko zapomniałam o tej wizycie, a ponieważ przez długi czas absolutnie nic się nie sprawdziło, to zaczęłam się z wróżek już tylko smiać. Zwłaszcza z „mojej”.

Ale…

Minęły dwa lata… a mi się to wszystko nagle zaczęło spełniać. Z początku niewinnie, a później jeden po drugim. Nie mogę przytoczyć wszystkiego, ale … ostatecznie pokochałam przecież ciemnego blondyna, prawda?

 

Przygodę z wróżką zapamiętam na zawsze, choć chyba już nigdy nie wybiorę się po kolejne wróżby. Jestem jedną z tych, która nie uwierzy, póki nie zobaczy. Traktowałam to jako ciekawe doświadczenie, może formę terapii. A skoro i tak te wszystkie rzeczy mają się zadziać w moim życiu, to myślę, że żadna wróżba mnie na nie nie przygotuje.

 

Od tamtej pory nie śmieję się jednak z Wróżek.

 

A za tego blodnyna to się jej chyba nigdy nie wypłacę.

 

 

Byliście kiedyś u wróżki? Spełniło się? 🙂

 

Z pozdrowieniami dla „mojej” Wróżki

 

2 comments Add yours
  1. Byłam… powiedziała mi, ze pewność zamieni sie w niepewność i zostanie pustka. Była pewność, było mieszkanie, kredyt.. była tez młodsza, ładniejsza, została pustka. Wielkie puste mieszkanie i wielkie puste serce…

    1. Też kiedyś zostałam z pustym mieszkaniem i pustką w sercu. Pamiętam, że leżałam wtedy na nowych, puchatych dywanikach w przedpokoju i wyłam, bo ta pustka tak mnie rozdzierała. Później odczuwałam tą pustkę jeszcze bardziej. Im więcej robiłam, im bardziej się starałam, tym bardziej ją odczuwałam. Ale uparłam się, że gdzieś musi być ten brakujący element.

      Życie z pustym sercem nie jest łatwe… Ale nie można się poddać i trzeba cały czas trzymać je przy życiu – zwłaszcza, jeśli to dobre serce – nie ma nic bardziej wartego uratowania.

      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *