Aniu, chcę Ci powiedzieć, że…

Będąc kiedyś na wykładach motywacyjnych „Życie bez ograniczeń” jeden z trenerów motywacyjnych poprosił nas o zamknięcie oczu. W tle leciała cicho muzyka. Musieliśmy wyobrazić sobie, że stoimy na przeciwko siebie sprzed lat, tuż obok dziecka, którym byliśmy tych dobre kilka lat temu. Mieliśmy przyglądnąć się temu dziecku

 

Jakie jest? Jaką ma minę? Czy coś mówi?

 

Powoli odtwarzał się przede mną ten obraz małej Ani ze śmieszną kitką na czubku głowy. Ale ona ewidentnie nie lubi swoich krótkich włosów. Stała przede mną taka jeszcze wtedy chudziutka, niepewna siebie i przestraszona. Widziałam lęk w jej oczach, ale uśmiechała się. Przecież zawsze to robiła, chyba, że akurat o coś płakała. Jej wąskie usteczka zaciskały się walecznie za każdym razem, gdy musiała udawać, że wszystko jest dobrze. A musiała to robić codziennie, przed całym jej światem, nawet przed ludźmi, którym przecież ufała. Widziałam ją co raz wyraźniej. Teraz też na chwilę zamykam oczy i widzę ją. Jest sama, siedzi na ławce i bawi się liśćmi. Jak można bawić się liśćmi? Wyobraźnia to jej największa przyjaciółka. Codziennie wyobraża sobie wszystko… że liście są postaciami z ulubionej bajki, piasek to bezkresne morze, że kiedyś będzie stała na scenie przed milionem ludzi, a oni będą bili jej brawo, że będzie miała psa i wielki dom, że tyle osiągnie, tyle zmieni, będzie taka szczęśliwa. W jej głowie zawsze pełno było myśli. Zwykle tych nierealnych. I teraz siedzi właśnie taka zamyślona, świata poza tymi liśćmi nie widzi. Z pozoru spokojna, ale w środku nadal szybciej bije jej serce po kłótni, jakiej właśnie była świadkiem. Marzy… ciągle marzy o świecie, o którym może jeszcze tylko marzyć. Tam na tej ławce czuje się spokojnie i bezpiecznie. Wszędzie się tak czuje, jeśli jest z dala od domu. O, właśnie uśmiecha się do koleżanki. Ania uwielbia ludzi, na ich widok od razu się rozpromienia i zaczyna coś mówić, a mówi dużo, oj duuużo. Niektórzy śmieją się wtedy, że to chyba od nazwiska. Ufa ludziom, bardzo do nich lgnie. Nawet teraz macha do koleżanki i od razu zagaduje. Kątem oka widzi jej piękne, długie włosy i modne ubrania i przez jej głowę przechodzi kolejna myśl, że nigdy nie będzie jak ona. Dla małej Ani wszyscy są ładniejsi, zdolniejsi, jacyś tacy lepsi. Choć sama robi wszystko, by za jak najlepszą uchodzić. Patrzę chwilę na nią. Ma w sobie dużo energii, jest taka gadatliwa i żywiołowa, pomimo, że przed chwilą siedziała zasmucona. Żongluje emocjami niczym w cyrku – od refleksji do wybuchów radości. Podchodzę do niej bliżej. Spoglądam jej w oczy. Świecą się, ale są takie jakieś radosno-smutne. Nie wiem, czy jest szczęśliwa, czy właściwie za chwilę się rozpłacze. Stoi na przeciwko mnie jednocześnie taka pewna siebie, jakby zmuszana była niemal do tej pewności. A przecież widzę jak trzęsie się lekko jej ciało. Mimo to, nie wiem, jaka jest ta dziewczynka. Tak diametralni różni się ode mnie, a jednocześnie tak bardzo mnie przypomina. Moją scenę przerywa głos z mikrofonu…

 

A teraz podejdź do tego małego dziecka, podejdź blisko i przytul je. Po prostu przytul.

 

Więc podchodzę do tej małej Ani, rzucam się wręcz i tulę ją z całych sił, ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam. Tulę ją w mojej głowie, ale czuję tą siłę aż w rękach. Wiem, że ona tak bardzo tego potrzebuje. Płacze, szlocha wręcz, jakby chciała wypłakać wszystkie swoje łzy. Głaszczę ją i tulę i patrzę w te oczy naprzemiennie. Trwam w tym uczuciu i mam wrażenie, jakbym tuliła samą siebie. Czuję ciepło, które rozchodzi się w całym moim ciele i nagle to ja zaczynam płakać, długo, głośno. Nie widzę, gdzie jestem, że wokół mnie są ludzie, że gdzieś tam jest jakiś wykład. Widzę tylko siebie i ją i naprawdę trwam w tej scenie. Nie potrafię powstrzymać tego wybuchu emocji. Łzy spadają mi wszędzie. Na białą koszulę, nawet na spodnie. Dławię się tymi łzami. A z drugiej strony czuję, jakbym nagle otrzymała coś, czego tak bardzo mi brakowało. Jakby ktoś nagle zrozumiał wszystkie moje troski i cierpienia. Jakby ktoś wyjął z mojej głowy jakiś ciężar, jakby wyrwał ze mnie ostrze, które wrastało w moje ciało przez tyle lat. Tulę to moje ciało, tulę samą siebie i wreszcie to ja zaczynam siebie rozumieć. Wszystko staje się takie jasne i klarowne. Muzyka cichnie, ta jasność to tylko światło, które powoli wraca do swej ostrości. To już, trzeba otworzyć oczy. Koniec ćwiczenia.

 

Otwieram je zalepione świeżymi łzami. Nagle orientuję się, że jestem na sali wypełnionej tysiącami ludzi. Wszyscy klaszczą. Stop, stop, nie klaszczcie!!! – Krzyczę w myślach. Ja chcę tam wrócić! Nie chcę tu być, chcę tam wrócić i powiedzieć jej tyle ważnych rzeczy, chcę, żeby wiedziała to wszystko, co ja wiem teraz, siedząc na tej widowni. Nie mogę jej tak przecież zostawić. Niestety, spotkania trwają. A ja przez kolejny rok nie jestem w stanie wrócić do tego ćwiczenia. Nie mogę spotkać tej małej Ani, nie mogę cofnąć niczego, co wydarzyło się po tym spotkaniu. Chciałabym ją uratować przed tyloma rzeczami. Chciałabym ją uratować przed nią samą… Ale za późno. Wiem przecież, że ona zrobi te wszystkie błędy. Znam prawdę, wiem, co wydarzy się dalej. Gdybym jednak mogła tam wrócić, choć wiem, że nie można igrać z przeszłością, nie wolno zmieniać jej biegu. Ale jednak, wracając tam ten kolejny raz… powiedziałabym jej właśnie to…

 

Aniu.

 

Wiem jak teraz Ci ciężko, widzę ten smutek w Twoich zielono-żółtych oczach. Wiem, że próbujesz być twarda i dlatego tak ze wszystkim i wszystkim zaciekle walczysz. A najwięcej sama ze sobą. Wiem też jednak, że w środku kompletnie sobie nie radzisz. Dlatego dam Ci kilka drogowskazów, podążaj za nimi, a Twoje życie może bardzo się zmienić…

 

~Twoje emocje staną się Twoją siłą… będą Ci w życiu bardzo przeszkadzać, ale kiedy nauczysz się ich wszystkich, poprowadzą Cię bardzo daleko. NIGDY nie pozwól NIKOMU zabić w sobie tych emocji. Pilnuj ich, bo to dar, jaki otrzymałaś. Kiedy stracisz chociaż ich część, już nigdy nie będziesz czuła się sobą.

~Jesteś piękna. Nie jesteś i nie będziesz idealna, ale Twoje piękno tkwi w całej Tobie. W twoim uśmiechu, a nawet złości. Piękniejsza będziesz jednak, gdy będziesz się więcej uśmiechać. Rób to proszę częściej.

~To, co dzieje się teraz nie jest zależne od ciebie. Nie możesz nic zrobić i minie sporo czasu, zanim weźmiesz los tylko we własne ręce. Znajdź swoją jaskinię, ukrywaj się tam kiedy tylko możesz. Tam pielęgnuj tylko dobre rzeczy. Na złe nigdy nie będziesz miała wpływu.

~Ludzie ranią. Ale ty też zranisz ludzi. Pamiętaj jednak, że lepiej zostać zranionym po stokroć niż naprawdę zranić choć raz. Jeśli tylko możesz, nie krzywdź ludzi. Nawet jeśli oni Ci to robią.

~Nie musisz być najlepsza. A jeśli musisz, to bądź codziennie lepszą wersją samej siebie i dla siebie. Nie patrz na ludzi, nie czekaj na oklaski. Meta zawsze jest jeszcze krok dalej niż Ci się wydaje.

~Nie trzymaj w sobie żalu i złości. Puszczaj je wolno. One zatruwają Twój umysł, Twoje marzenia, kreacje. Jeśli pozwolisz im odejść, zrobisz miejsce na wiele pięknych chwil.

~Pokochaj osobę, która będzie tego naprawdę warta. Pokochaj kogoś, kto i Ciebie pokocha całą – ze wszystkim, co masz w sobie najgorsze. Tylko taka osoba będzie wynosić Cię na szczyt. Tylko na taką miłość zasługujesz. Zapomnij o tym wiele razy, ale z właściwym człowiekiem, zrozumiesz od razu, że to prawda.

~Nigdy, przenigdy nie rezygnuj z marzeń. Nawet jeśli wszyscy wmawiają Ci, że są nierealne. Jeśli zatrzymasz się w tej drodze po marzenia, możesz na zawsze zatracić szansę na ich spełnienie.

~Nie bój się tak porażek. Uwierz, że lata później docenisz każdą największą klęskę, bo ona sprawi, że staniesz się tak silna, jak teraz w Twojej małej głowie jest to nie do pomyślenia.

~To, co dziś wydaje się być Twoim przekleństwem, może w przyszłości być Twoim wybawieniem. To droga, jaką musisz pokonać, by wygrać sama ze sobą. Bo pamiętaj, że nie walczysz z innymi, nie walczysz ze światem… a codziennie staczasz walkę sama ze sobą. Jeśli masz walczyć ze sobą, to tylko po to, by naprawdę wygrać.

~Pamiętaj, że są ludzie, którzy Cię kochają i będą kochać. Nie jesteś i nie musisz być sama. Nie każdy potrafi nieść miłość na swych dłoniach, niektórzy trzymają ją mocno ukrytą w czeluści swych serc, ale to nie oznacza, że Cię nie kochają. To zapamiętaj szczególnie, proszę.

 

Na koniec Aniu chcę Ci powiedzieć, że wiem, jak bardzo nie doceniasz w tym momencie samej siebie, ale jesteś WYJĄTKOWA. Pielęgnuj tą inność, choćby nie wiem co.

 

Patrzy na mnie ostatni raz. Nie wiem, czy cokolwiek zrozumiała. Czy którąkolwiek z rad weźmie do serca i wykorzysta mądrze. Ale jedno wiem, tego właśnie potrzebowała. Tego nie dostała. Tego nikt jej nie powiedział. Nie było nikogo, kto by to wtedy zrobił. Dziecku wystarczy spojrzeć głęboko w oczy, by dowiedzieć się ,czego pragnie. A ponieważ takie dziecko tkwi w każdym z nas, to może spróbujcie z nim porozmawiać. Może nie jest jeszcze za późno.

 

Co byście mu dziś powiedzieli?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *