Miłość to nie magia – magia jest tu i teraz

   Zawsze marzyłam o miłości jak z bajki. Miało być przaśnie, z pasją, w ogniu wręcz. Miałam płonąć, a najczęściej wylewał się na mnie kubeł zimnej wody. Od dziecka podążałam za emocjami. Wierzyłam więc, że miłość – to najpiękniejsze z uczuć – musi być szczególna. Nadawałam jej więc cech, kolorów i kształtów, by łatwiej było mi ją znaleźć. A pragnęłam jej jak mało kto. Często doszukiwałam się tego uczucia w pięknych słowach, a im byłam starsza, tym mocniej upatrywałam jej w bólu brzucha, myląc z osławionymi motylami. Miało być magicznie, wzniośle. Mieliśmy latać niczym Ikar wśród chmur, a przecież ja boję się latać, a Ikar skończył w przestworzach tragicznie.

   Nam, kobietom wmawia się od małego pewien stereotyp miłości, w którym to droga pełna nieporozumień, upadków i wzlotów prowadzi do jedynego wymarzonego szczęścia, z jedynym mężczyzną, z którym łączyć ma nas najprawdziwsza i oczywiście JEDYNA miłość, której moc pokona wszelkie przeszkody. Wystarczy obejrzeć pierwszą lepszą bajkę Disneya, czy film mówiący o miłości. Dwoje ludzi przez cały czas właściwie cierpi, robią sobie przykrości, oszukują, ale w imię miłości zrobią wszystko, by być razem. Ja to kupowałam całkowicie. Niestraszna mi była żadna przeszkoda, jeśli uwierzyłam, że to właśnie TEN mężczyzna i TA miłość.Nie było zmiłuj! Potrafiłam walczyć “o nas” niczym lwica o swoje stado. A im więcej kłód pod nogami, tym większe znaczenie nadawałam tejże “miłości”.

   Nie wiem zupełnie, w którym momencie życia miłość jako uczucie stała się dla mnie najważnieszym jego celem. Czy było to spowodowane moją nadwrażliwością, czy może brakiem wystarczającej miłości w dzieciństwie. W pewnym momencie po prostu stała się ważniejsza niż ja sama, ważniejsza niż ktokolwiek i cokolwiek wokół. Mogłam cierpieć, mogło boleć i piec, ale ja czołgałam się po chropowatej powierzchni trzymając jej kurczowo, by tylko nie stracić jej z oczu. Stała się moją obsesją. Nie liczył się nikt i nic, bo najważniejsze było chronić to magiczne uczucie. Samo uczucie, rozumiecie? Nie relacja i związek, jaki łączy mnie z drugą osobą. Niczym narkoman chciałam ją po prostu posiadać i czuć. Nawet, jeśli z drugiej strony brzmiało tylko echo.

   Nie umiałam więc dbać o jakość relacji. Nie rozumiałam, w jaki sposób powinni komunikować się ludzie w związku, jak odnosić, czy wspierać wzajemnie. Nie dbałam o to. Istotą związku było dla mnie to magiczne uczucie. Jeśli wrzała w żyłach krew, jeśli zamierało ciało, kurczył się cały żołądek, świat stawał w miejscu, a po ciele przechodził dreszcz – wierzyłam, że to jest szczęście.

   Mówi się, że miłość różne ma oblicza. Znajdziesz ją u staruszków, którzy nadal trzymają się za rękę i w patologicznej rodzinie, gdzie codziennie słychać z okna wyzwiska. Kochają się ludzie dobrzy, ale kochają również ludzie źli do szpiku kości. Właściwie każdy z nas kogoś kiedyś kochał, kocha, lub będzie kochał. Dla każdego to uczucie będzie jednak zupełnie innym kształtem, cechą i obrazem. Ponieważ każdy ma jej inne wyobrażenie. To my nadajemy miłości sens.

   Kiedy utraciłam moją “pierwszą, wielką miłość”, bardzo długo próbowałam ustalić, czym w takim razie jest to uczucie. I czy to, co przeżyłam było właściwie miłością, skoro się skończyło? Próbowałam odtworzyć ją z nowymi partnerami, ale było to niemożliwe. Chciałam, żeby było dokładnie tak samo. Chciałam ponownie odlatywać, palić się i drżeć, ale nikt nie był chętny, by przeżywać to wraz ze mną.

   Aż pewnego dnia spotkałam Jego. Nie zatrzymał się świat, nie płonęłam pod wpływem jego spojrzenia, nie bolał mnie brzuch, gdy spacerowałam z nim uliczkami rynku. Czułam jakiś dziwny spokój i swobodę. Znałam go zaledwie kilka godzin, a rozmawiałam z nim, jak ze starym przyjacielem. Nie lataliśmy w chmurach. Było bardzo zwyczajnie. Cały czas coś ciągnęło mnie w jego stronę, ale przecież wszystko wyglądało zupełnie inaczej, nie było mowy o żadnej magii. A skoro nie było magii – to nie mogło być i miłości. Tak wtedy myślałam głupia. Pamiętam pierwsze wypowiedziane kocham w jego stronę. Wtedy nie wiedziałam, dlaczego to mówię. Wróciłam do domu i zastanawiałam się, czy aby na pewno czuję to, co dziś wyznałam. Przecież nic nie drży, nie łopocze skrzydłem choćby jednym motyl, a wszystkie spotkania są takie proste i normalne. Mimo to, czułam, że mówię szczerze, ale tego nie czułam. To był istny paradoks

Weszłam w relację, która nagle dostarczała mi samych pozytywnych uczuć – był spokój, dużo uśmiechu, czułam się bezpieczna. Byłam sobą przede wszystkim. Chyba po raz pierwszy w swoim życiu czułam się tak swobodnie z drugim człowiekiem, jakbym przez wszystkie poprzedni lata nosiła jakąś maskę i teraz mogła ją wreszcie zdjąć. Wszystko grało… wszystko zmierzało ku dobremu, ale ja czułam jakiś dziwny niedosyt.

   Co jest cholera? To ma być ta miłość? Przecież jest tak zwyczajnie. Nie ma „och” i „ach”, nie patrzymy sobie przeszywająco w oczy, nic nami nie targa, nie spalamy się i topimy na przemian. CO JEST? – Myślałam codziennie.

Ponieważ nie umiałam sobie poradzić z tymi wątpliwościami, a naprawdę bardzo zależało mi na tej relacji – zadałam to pytanie Pani Psycholog, a jej słowa wspominam do dziś.

Pani Aniu. Tu nie chodzi o to, kogo Pani kocha, a kogo nie. Gdyby Pan Marcin potraktował Panią w taki sam zły sposób, co poprzedni partner, to od razu by Pani poczuła tą swoją miłość. Proszę to sobie wyobrazić. Mam rację…? (Miała.) Tylko Pani Aniu, czy to by na pewno była miłość… czy Pani wyobrażenie o niej…?

Rozumiecie? Ona w jednej wypowiedzi ułożyła cały mój dotychczasowy świat. Zrozumiałam , że jestem w najpiękniejszej relacji, jakiej kiedykolwiek zaznałam, a wciąż mam wątpliwości, tylko dlatego, że kiedyś w mojej głowie zarysował się obraz miłości idealnej. A przecież za nic w świecie nie chciałabym wrócić do tamtego momentu. Bo teraz jest IDEALNY moment. Tamtego dnia zmieniło się wszystko. Zrozumiałam, że marzę o jakiejś magicznej utopii. Poddałam się.

 

I wtedy stała się MAGIA.

 

Bo zaczęłam czuć, ale tak prawdziwie czuć i doceniać każdą chwilę z tym człowiekiem…

 

Dostrzegłam, że przecież patrzymy sobie w oczy, ale mądrzej, wnikliwiej – nie jak dwa cielaki jadące na rzeź.

Poczułam wreszcie jego dotyk pełen uważności i szacunku do mojego ciała, a nie szarpnięcia go jak po swoje.

Usłyszałam słowa zawierające troskę i zrozumienie, a nie makaron owijający się pięknie o moje uszy.

Świat zamiera, gdy śmiejąc się z nim zapominałam o kłopotach, a nie po kolejnym wypowiedzianym „to koniec”.

Drżę z ekscytacji, gdy oznajmia że coś mu się udało, a nie z dźwięku telefonu, który milczy tydzień.

Skręca mnie przecież w brzuchu, ale na myśl o tym, co znów wspólnie ugotujemy, a nie z nerwów po kolejnej kłótni.

Między nami czasem zaiskrzy, ale nigdy nie na tyle, by spaliło się żadne z nas.

Zamiera nam dech z radości, ale nigdy nie ze wzajemnych przykrości.

 

Ja to wszystko mam. 

Te wszystkie uczucia tu są.

Ta cała magia krąży wokół nas!

 

Ona jest w codziennym życiu. We wspólnych, codziennych obowiązkach. W zwyczajnym byciu. W prostych słowach i rozmowach. We wspólnej pracy i odpoczynku. W każdym wieczornym „dobranoc” i porannym „dzień dobry”. W „Kocham Cię” rzuconym do niego z kanapy. W tej prozie życia – ona jest, istnieje. Tylko czasami pragniemy tak wiele, że możemy ją przeoczyć. Pragniemy wielkich uczuć, miłości, która zawładnie naszymi sercami. A przecież prawdziwe piękno tkwi w prostych gestach, we wspólnej drodze razem. Tam jest magia, gdzie dwoje ludzie wspiera się i postanawia robić to już na zawsze. Magia jest tu i teraz.

A miłość? – zapytacie. – Co z miłością w takim razie?

 

Dziś to dla mnie tylko słowo. Słowo, które każdy rozumie inaczej. Przestałam szukać i nadawać jej znaczenia. Dużo cenniejsze stały się dla mnie codzienne gesty, które każdego dnia zbliżają mnie do mojego mężczyzny jeszcze bardziej. Chwytam nasze wspólne chwile, które sprawiają, że jestem spokojna i wdzięczna. Oddałam się tej relacji całkowicie. Nie zadaję pytań. Nie poddaję wątpliwości. Jestem z Nim.

My tworzymy magię.

Ancia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *