Prywatny dekalog – czego nauczyłam się o życiu

Ostatnio przeżywam głęboki kryzys wyglądowy. W ostatnich latach tak bardzo skupiałam się na zmianie swojego myślenia i życia na dobre do tego stopnia, że zapomniałam trochę o okładce. Nie mniej jednak … trochę jestem z siebie dumna. I o ile wizualnie przeżywam kryzys własnej wartości, to wewnętrznie czuję się najpiękniejsza na świecie. Dlatego też zanim podzielę się z Wami moimi wizualnymi metamorfozami, to chciałam napisać Wam, o kilku rzeczach, które zmieniły się w moim myśleniu i wzbogaciły mnie totalnie. Bez nich żadna wizerunkowa rewolucja nie miałaby sensu.

1. Bądź dobry.

Mój punkt życiowy numer jeden. Oczywiście to proste hasło można rozwijać na wszelakie sposoby, ale dla mnie bycie dobrym oznacza nic innego, jak spoglądanie na dobro innych ludzi. Jeśli moje zachowanie, słowo, czy gest miałoby zranić drugiego człowieka, czy w ogóle istotę jakąkolwiek, to zawsze staram się je poprawić, ale przede wszystkim przeprosić. Nawet jeśli wiem, że ten drugi człowiek nie zawsze na to zasługuje. Oczywiście bycie dobrym jest czasami karkołomnie trudne. Warto jednak trzymać sobie taki ledowy napis gdzieś w naszym mózgu, żeby nam o tym codziennie przypominał. Aaaa, pamiętajcie, bardzo ważne jest, by będąc dobrym, nie zapominać również o swoim dobru. Dobrze ma być wszystkim, na tyle, ile to jest możliwe na tym dziwnym świecie. Dobro czyni dobro.

 

2. Jak najdalej od toksyny

 

Wszyscy gdzieś w środku bywamy toksyczni. Zdarza nam się otaczać toksycznymi ludźmi. A czasami po prostu zetknięcie dwóch osób wywołuję tę toksynę samoistnie. Niektóre relacje i miejsca zawsze będą naszpikowane toksyną. Niezależnie od tego, w którym miejscu się znajdujesz, jeśli jest toksycznie – spierdalaj! Serio. Bez żadnych „ale”, bez wymówek, bez usprawiedliwiania siebie, czy innych. Jeśli kontakt z kimś sprawia Ci ból, dławi Cię, rozdziera rany, o których istnieniu nie miałeś nawet pojęcia, to zabieraj nogi za pas. To czasami okrutne i dość drastyczne, ale zawsze działa. Kiedy odejdziesz w możliwie najdalszy punkt, zostaniesz sam na sam ze sobą, to poczujesz, że wreszcie oddychasz tlenem, a nie czarną mazią (nie mylić ze smogiem, choć może właśnie dlatego tak trudno nam zrozumieć, co nas truje). Po co się dusić, skoro możemy oddychać pełną piersią?

 

3. Dbaj o planetę.

 

Ten punkt, piękny punkt, pojawił się w moim życiu stosunkowo niedawno, ale woli wysuwa się na prowadzenie. Po raz pierwszy odkąd żyję i chodzę po naszej planecie, dotarło do mnie, że to jest nasz prawdziwy dom. Jakiekolwiek piękne mieszkania i apartamenty będziemy posiadali, to najbardziej musimy zadbać o naszą Matkę Ziemię. Brzmi to górnolotnie, ale taka jest prawda, a w obliczu najnowszych doniesień każdy z nas powinien zacząć się o Nią troszczyć. Obecnie dużo się o tym mówi, ale wciąż tak mało robi… Sama podjęłam obowiązek życia „less waste”, co naprawdę jest czasochłonne i trudne, często niewyobrażalnie niewykonalne, ale staram się. I wiem, że w najbliższych latach będzie to część życia, nad którą będę chciała pracować najbardziej. Niebawem podzielę się z wami osobnym postem o tym, jak powoli wdrażać w życiu codzienne zasady życia „less waste”, może staną się Wam pomocne. Sama chętnie przygarnę każdą radę , jak dbać o naszą planętę <3.

 

4. Minimalizm

Mniej, znaczy więcej i dotyczy to każdej sfery życia. Jako, że jestem osobą bardzo temperamentną, to do minimalizmu dochodziłam baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo pooooowoli. Żyjąc wedle zasad minimalizmu jest mi łatwiej. Mam mniej ubrań, mniej kosmetyków, mniej niepotrzebnych bibelotów. Zyskałam więcej czasu.  Prostota i klasyka obroni się zawsze. Ta zasada dotyczy nie tylko rzeczy materialnych, ale też zachowań – tu, przyznaję , idzie mi trudniej. Powolutku uczę się, że mówiąc mniej – słyszymy więcej. Że proste uczucia mogą wyrazić więcej niż najgłośniejsze kocham.

 

5. Naturalnie

 

Kolejny punkt, który dotyczy zarówno sfery materialnej, jak i tej duchowej. W sferze materialnej staram się dobierać możliwie najbardziej naturalne kosmetyki, albo robić je po prostu w domu. Sprawdzam składy ubrań i etykiety produktów do jedzenia. Dużo bardziej wnikliwie wybieram to, czym się otaczam, lub co funduję organizmowi. Wierzę, że wszystko, co dane z natury jest dla ludzi – oczywiście w umiarkowanych ilościach. A jeśli chodzi o sferę duchową, to … nigdy nie doceniałam piękna przyrody, lasów, jezior tak jak teraz. I przyznaję, wciąż za mało czasu spędzam w naturze, ale zdecydowanie więcej czerpię z niej radości. W tym roku spędziłam pierwsze wakacje w totalnej dziczy gdzieś na Mazurach i w 3 dni odpoczęłam bardziej niż na niejednych wakacjach. Przyroda dodaje nam sił.

 

6. Bądź sobą, ale też nad sobą pracuj.

 

Wypracowanie tej zasady również nie było takie proste. Jak wiecie, zawsze staram się być sobą. Jestem szczerą dziewczyną (ups, chyba już kobietą?), która nie bardzo umie owijać w papierek ani swoich emocji, ani słów. Zawsze robię i mówię to, co w danej chwili czuję. Bycie sobą jest dla mnie ponad wszystkim, ale….. No właśnie ALE. Zaczynam rozumieć, że nie każde swoje zachowanie można usprawiedliwiać byciem sobą. Czasami warto wsłuchać się w słowa innych i zastanowić się, czy będąc sobą, nie robię sobie i innym źle.  A jeśli tak jest, to warto podjąć pracę nad pewnymi zachowaniami, które wciąż brudzą w naszym życiu, zamiast je powielać w imię bycia sobą i tylko sobą. Bo to, że zawsze jest coś do przepracowania jest pewne. Czyli generalnie nigdy będąc sobą, nie będziemy tak do końca idealni, by móc sobie na to pozwolić. Nadążacie? Stąd zasada – bądź sobą, ale też nad sobą pracuj. Inaczej  to nie zadziała.

 

7. Prosto

 

I nie, nie chodzi mi tu o firmę, a o to, że w życiu i na świecie wszystko właściwie jest proste, tylko my nadajemy temu bardzo złożony i zagmatwany bezsens. A ja jestem w tym mistrzynią. Jakbyście mogli wiedzieć, co codziennie dzieje się w mojej głowie, jak wnikliwie rozkładam każde słowo, czy myśl na części pierwsze. No bezsensu. I to jest coś, czego akurat nauczył mnie mój narzeczony Martin. Tu go podziwiam, serio. On potrafi tak wszystko uprościć, że właściwie okazuje się, że problemu nie ma. Jemu to przychodzi naturalnie, ja muszę się tego uczyć. Nie ukrywam jest to droga przez mękę… ale już przynajmniej wiem, że im prościej popatrzę na całą sytuację, tym stanie się ona dużo prostsza do przejścia. A chyba o to chodzi nie?

 

8. Masz prawo czuć, co tylko chcesz.

I wara wszystkim od tego. Jeśli chcesz płakać, to płacz, jeśli chcesz się śmiać, zrób to. Nikt nie powinien Ci dyktować, co masz czuć, a już tym bardziej nikt nie może Ci tego zabronić. I jest to zasada, myśl, przykazanie życiowe, którego bronię i bronić będę jak lwica do ostatnich mych dni. W świecie, w którym fałsz przejmuje ster nad naszym życiem, jedyne, co posiadamy prawdziwego to nasze uczucia. Tym różnimy się (póki co) od robotów. Dlaczego mamy z tego rezygnować? Uważam, że powinniśmy wręcz pielęgnować nasze emocje, wyzwalać. Ale nigdy nie zduszać ich w zarodku. Jeśli Twoje dziecko płacze, nie zabraniaj mu. Jeśli chcesz mu pomóc – przekieruj jego emocje w inną stronę, spraw, by zaczęło się śmiać. Ale nigdy mu nie zabraniaj czuć tego, co z wdanej chwili czuje. Tym bardziej, jeśli tym uczuciem dzieli się właśnie z Tobą. I ta zasada dotyczy rodzin, szkół, prac, każdej dziedziny naszego życia. Mam nadzieję, że przyjdzie mi żyć kiedyś w świecie, gdzie empatia będzie główną wartością wśród ludzi. Bardzo bym sobie tego życzyła, choć obawiam się, że niestety świat wybiera drugą stronę…

 

9. Prawda

 

„Prawda was wyzwoli”, gdzieś to słyszałam. Tak staram się żyć. Mam bardzo zły stosunek do kłamców, do manipulantów, do osób fałszywych, lub takich, które ubierają rzeczywistość w zupełnie inny sposób. Być może dlatego świat instagrama w pewnym momencie mnie odrzucił. Nie potrafię żyć w świecie, gdzie tworzy, mówi, czy pisze się nieprawdę. Prawda nie jest przyjemna, często boli, często otwiera niejedną puszkę Pandory, ale ZAWSZE, ale to ZAWSZE będzie lepsza od kłamstwa. I szczerze powiedziawszy nie umiem podać tu argumentów. Po prostu każdy z nas doświadczył kłamstwa i każdy z nas chce znać prawdę.

 

10. Pozwól sobie pomóc.

 

Nie jesteśmy herosami. Nie wszystko damy radę udźwignąć. Po prostu i najzwyczajniej w świecie pozwólmy sobie pomóc. Nie idźmy przez życie jak samotni wojownicy. Po to jest nas tylu, żeby wzajemnie się wspierać. Nie będziemy gorsi, jeśli o tę pomoc poprosimy. I to jest punkt, który pojawił się niedawno, ale dzięki niemu nie muszę wstydzić się swoich słabości, leków, czy niemocy. Bo przecież zawsze gdzieś jest ktoś, kto chętnie poda nam dłoń. A jeśli my zaczniemy tę pomoc przyjmować, to ludzie chętniej będą pomagać i koło się zamyka… wróciliśmy do punktu 1. <3

A Wy, macie swój życiowy dekalog? A jeśli tak, to która zasada byłaby na 1 miejscu?

 

One comment Add yours
  1. Szukam wymówek. I już sama nie wiem czy nasz związek jest toksyczny. Nie chce żeby tak było. Mam chwile uniesień ale tez zdarza się ze niszczymy się nawzajem..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *