Ania do zorganizowania – organizacja dla opornych

Jestem nierozgarnięta, wiecznie o czymś zapominająca, coś gubiąca, marnująca swój czas, choć wydaje mi się, że dobrze go pożytkuję. Chaos – to moje drugie imię.

Tuż przed 2017 zastanawiałam się, co zrobić, żeby w tym roku było inaczej. Jak się do tego zabrać? Wszystkie moje prowadzone dotąd kalendarze umierały śmiercią naturalną po trzech miesiącach używania. Na dodatek nigdy do nich nie zaglądałam poza pierwszymi dniami, gdy podziwiałam ich walory estetyczne („Ooooo…. jaki piękny kalendarz, będę w nim wszystko notować” … Acha.).

 

Wiedziałam jedno – muszę się zorganizować!

 

Poszukiwania kalendarza idealnego

Zwykły kalendarz nie działa. Co zatem w zamian?

W Internecie znalazłam kilka ciekawych propozycji kalendarzy. Niektóre z nich to spersonalizowane plannery, czyli takie, które dają Ci swobodę ich wypełniania – sam uzupełniasz daty, otrzymujesz rozmaite pola do wypełnienia, jakieś wykresy, miejsca na notatki. Z tymi kalendarzami to jest tak, że po pierwsze ich cena jest spora, a po drugie nadal nie dają maksimum swobody. Otrzymujesz jakieś karty celi, chmurki do wypełnienia. Skoro nie jest w stanie wypełnić prostego kalendarza, to średnio widziałam siebie wpisującą dzień w dzień swoje marzenia w chmurki. Odpada.

Pojawiło się magiczne słowo Bullet Journal. Czyli kalendarz, który projektuje się samemu w specjalnym zeszycie w kropki. No opcja super, projektujesz tak, jak tego potrzebujesz. Problem polega na tym, że mój talent malarski zakończył się gdzieś w latach podstawówki. Te przeglądane w Internecie wyglądały jakby sam Picasso je projektował. Nie podjęłabym się tego – nie ma szans. Odpada.

No to co?

Niepozorny kalendarz

W końcu na Święta dostałam kalendarz. Klasyczny. Jakich wiele w sklepach. Pomyślałam sobie… Dobra. Zrobię to po swojemu. Znajdę swój sposób. No i zabrałam się do projektowania wedle własnych potrzeb, ale przede wszystkim możliwości. To miało być coś prostego, a jednocześnie połączenie wszystkiego, co widziałam do tej pory.

Od czego zacząć?

Będziesz potrzebował… Kalendarza. Najlepiej takiego z jednym dniem na stronie, w rozmiarze co najmniej zeszytowym, z podziałem godzinowym. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju markery, pisaki, zakreślacze oraz karteczki samoprzylepne. Wszystko to pozwoli Ci wyróżnić konkretne zadania oraz ułatwi posługiwanie kalendarzem.

Ustal zasady!

 

Jak chcesz prowadzić swój kalendarz? Musisz mieć pomysł, a następnie stworzyć legendę. Dlatego polecam Ci pierwszy tydzień „potrenować”, czyli sprawdzić, czy to działa. Jeśli nie – zmień zasady na takie, którym będziesz w stanie sprostać.

Ja ustaliłam jak będzie wyglądała strona każdego dnia, jak oddzielę harmonogram dnia od konkretnych zadań, jak oznaczę wykonane zadania. Czyli ustaliłam zasady, według których zamierzam działać.

Poświęciłam na to dwie pierwsze strony kalendarza.

 

Przede wszystkim ważne dla mnie było oznaczenie zadań wykonanych i tych, którym nie sprostałam. Dzięki oznaczeniu ich kolorami jestem w stanie zobaczyć, czy jestem produktywna. Jeśli pojawia się więcej pomarańczowych znaczników, to znaczy, że nie radzę sobie i należy pomyśleć nad przeorganizowaniem czasu w taki sposób, by docelowo wszystkie były oznaczone na żółto.

Ciekawym pomysłem, na który wpadłam nieco później były karteczki samoprzylepne do odrywania. Najlepiej sprawdzą się lekko przezroczyste, ponieważ przylegają do kartki i nie odpadają. Karteczki to przede wszystkim lista zakupów, którą można danego dnia zabrać ze sobą, albo ważne telefony i nazwy, które np. musimy zabrać do urzędu lub pracy. To wreszcie wszystko to, co musisz bardziej szczegółowo rozpisać, lub po prostu zabrać ze sobą. U mnie sprawdza się genialnie!

To tylko moja legenda… pamiętaj, że każdy ma swój sposób organizacji, ale przede wszystkim estetyki. Mi zależało na tym, żeby działało, ale też zachęcało mnie do sięgania po kalendarz.

Planuj wieczorami

Wszystkie moje plany powstają wieczorami. Wtedy też zabieram się do sprawdzenia danego dnia i zaplanowania kolejnego/kolejnych. Wieczorem mam po kapieli chwilkę wytchnienia i wolną głowę, żeby skupić się na tym, co musze zrobić jutro, czy pojutrze.

Dzień dzielę na konkretne czynności zaplanowane na daną godzinę oraz na zadania dodatkowe bez określonej godziny. Na samej górze zapisuję także cel na dany dzień – może być bardzo ogólny, dotyczyć Twojego nastroju lub tego, co akurat będzie dla Ciebie najważniejsze. Jedyna praca artystyczna jaka Cię czeka, to narysowanie linii, która podzieli Twój dzień 🙂 Ja robię to raz na tydzień, przeważnie w weekend.

 

Przykładowy dzień

 

Oczywiście jest troszeczkę okrojony na potrzeby wpisu, bo nie wszystkim chcę i mogę się dzielić, ale wygląda mniej więcej tak jak powyżej. Jak widzicie w ciągu dnia np. pracy wyznaczam sobie także miejsca na zadania – są to sprawy, które chcę wykonać w określonym czasie. Jeśli jestem w pracy od 9.00 – 17.00 to w tym czasie wyznaczę zadania po lewej stronie, nie po prawej  (ponieważ chcę je wykonać w tym przedziale godzin).

Są listy do zabrania i zadania oznaczone czerwonym wykrzyknikiem, które są dla mnie priorytetowe, bo np. sprawiają mi największą trudność, lub muszę je zrobić. Zapisuję często także godziny posiłków, żeby uregulować rytm dobowy.

 

 

Strzałkami oznaczam ważne dla mnie dni, urodziny znajomych lub święta. Naklejki nie odpadają, za to doskonale przykuwają uwagę podczas przeglądania kalendarza.

Weekendy są troszkę luźniejsze… Jest na nie też mniej miejsca;) Niedzieli zdarza mi się w ogóle nie planować – zostawiam ją jako dzień na spontaniczność i mały reset.

 

Podsumowanie dnia

Głównie chodzi o zaznaczenie, co udało nam się zrobić. Jeśli zadania nie będziemy już robić – możemy je wykreślić. Resztę przenosimy na kolejne dni. I tak do skutku. Cały zamysł polega na tym, żeby pod koniec używania kalendarza, większość stron była żółta 😉

 

Podsumowanie dnia robimy codziennie! Niezależnie od tego, o której wracamy, jak bardzo zmęczeni jesteśmy. Dzięki tej zasadzie jesteśmy ciągle w „kontakcie” z naszym kalendarzem. Dzięki temu nie zapominamy o ważnych sprawach, ale też cały czas pamiętamy, że coś nam siedzi nad głową i czeka.

Jak mi idzie?

 

Prowadzę go już prawie miesiąc (z kawałkiem grudnia). Wiem już, że będę go rozwijać o dodatkowe formy. Trochę brakuje mi miejsca. Mśslę, że kolejny kalendarz będą to zwykłe kartki A4 na twardej podkładce, która leży na biurku. Kalendarza nie noszę ze sobą (od tego mam karteczki do odrywania), a więcej miejsca to więcej możliwości.

Póki co moim głównym celem jest „wyrabianie się” z podstawowymi założeniami. Dopóki tego nie zrobię, to nie mam zamiaru zabierać się za kalendarz bardziej szczegółowy, który tak mi się marzy. Najpier muszę wyrobić w sobie pewne nawyki.

Taka forma kalendarza pasuje mi jednak najbardziej. Kolorowe karteczki, pisaki dodają mu roku i sprawiają, że chcę codziennie wieczorem zabawić się w projektantkę. Konieczność podsumowania każdego dnia sprawia, że staję się bardziej systematyczna i przestaję zapominać o wielu sprawach jak np. telefon. Listy z zakupami to mój prywatny hit, dzięki nim wiem, po co idę do sklepu. Ten kalendarz jest prosty jak drut, a jednak przemyślany tak, by ułatwiał mi życie.

Widzę znaczną poprawę w mojej organizacji i nadzieję, że nic straconego dla Królowej Chaosu.

Też nie ogarniasz życia? – Spróbuj z moim sposobem – może akurat Ci spasuje. Masz inny pomysł  – podziel się! Chętnie wzbogacę mój kalendarz o nowe wariacje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *